Pierwsza milonga w “El Beso”

By elosito

Z drzemki nici. Pojechałem na milongę niestety sam bo Joasia nie wróciła jeszcze do siebie po podróży.

Dla wzmocnienia formy poszlismy przed milongą na kolację do restauracji Anastasja poleconej nam jako dobre miejsce do poznania argentyńskiej wołowiny.

Restauracja Anastasja w Buenos Aires

Na wstępie dostaliśmy po kieliszku szampana i jakieś “czekadełko”. Asia wzięła wegetariańskie risotto (podobno słabe) i świetną sałatę, a ja poleconą przez szefa sali wołowinę z inną świetną sałatą. Trudno opisać to mięso bo nie przypominało żadnego mięsa jakie jadłem do tej pory ale z pewnością było to najlepsze mięso jakie jadłem – o wyraźnie mięsnym smaku, soczyste, wymagające żucia ale absolutnie nie twarde czy żylaste, samo w sobie chude ale otoczone integralną warstwą smakowitego tłuszczu (trochę jak z tradycyjnej szynki ale to przecież była część wołowiny), właściwie nie doprawione poza świeżym pieprzem (tylko odrobinę dosoliłem z wierzchu). Wyjątkowe. Do kolacji piliśmy Malbec Luigi Bosca – bardzo przyjemny. Na koniec kawa i znowu po kieliszku szampana… Po jedzeniu Joasia odmówiła współpracy w sprawie milongi oświadczając, że “przecież zaplanowaliśmy dwa dni odpoczynku”…

Do El Beso był niezły kawałek drogi ale taxi kosztowała 10 peso (i tak samo z powrotem o drugiej w nocy!) – czyli nic. Wejście 10 peso. Szatnia w której zostawiłem plecaczek.

Sala zaskakująco mała, prostokątna. Po prawej i lewej od wejścia kobiety w 2-3 rzędach (i kilka par). Na wprost mężczyźni. Na ścianie z wejściem rząd mistrzów-satyrów taksujących, prawie nie tańczących, dowcipkujących między sobą i robiących “dyskretne” miny (ale przecież wszyscy to obserwują) w reakcji na zbliżające się w tańcu pary. Tylko Tete jakby bez swojego miejsca, tańczący cały czas z werwą i radością na twarzy co chwila popisujący się prowadzeniem samym brzuchem (tzn. CENTRUM). Chyba schudł ostatnio bo na filmach na Youtube jakiś taki okrąglejszy tylko wciąż ten jego dziwny brzuch jak oddzielny organizm…

Dużo ludzi tak, że 1/3 tańczących zapychała dokumentnie parkiet. Mało komu to jednak przeszkadzało. Tańczenie odbywa się przez jakieś 2 minuty pierwszego utworu kiedy to pary schodzą się na parkiet i jeszcze jest trochę miejsca. Od drugiego utworu tandy przez każde 30-50% czasu kawałka wszyscy stoją i gadają, a właściwie wrzeszczą do siebie przekrzykując muzyke i wrzaski pozostałych, a później tak jakby w telepatycznym porozumieniu ruszają do tanga tańczonego jakby w kisielu urozmaiconego użyciem 3-5 kroków. Głównie wolniutkie obroty, ocho cortado, krok w tył, w bok i do przodu. Na tym tle od razu widać nowych turystów którzy myślą, że jak wydali forsę, poświęcają z trudem odkładany urlop, wycierpieli lotniska, samolot i przyjechali do Buenos to sobie potańczą. Zero szans.

To środowa milonga. Miejscowi faceci niemal wszyscy ubrani w jakieś koszule bez krawata, spodnie niegdyś w kant i najprostsze buty do tanga albo nawet zwyczajne mokasyny z klamerka (!). Dwóch elegancików spod igły i żelazka. Średnia wieku jakieś 150-200 lat (co podważa doniesienia, że to Gruzini albo Japończycy żyją najdłużej). Rzeczywiście proszą wzrokiem i dlatego miejscówka o dużym zakresie pola widzenia jest kluczowa. Jakis trzech kolesi łazi po sali probując desperacko prosić bezpośrednio. Przez 3 godziny tylko raz któremuś się udało. Bywalcy wpatrują się uporczywie w wybrankę łowiąc przyzwolenie. Zazwyczaj trwa to 2-3 tandy (o ile nie decydujesz sie na powszechnie znaną ofermę). Mistrzom zajmuje to jakieś 0,05 sek. i widziałem jak jeden musiał przez całą salę wskazać palcem kogo miał na oku bo poderwały się 3 damy aby złapać swoją szansę…

Pary przy tych samych stolikach w praktyce mogą tańczyć tylko ze sobą i widziałem – siedzące ze swoimi facetami – biedne piękne laski-turystki, których twarze wyraźnie mówiły: “nie do wiary! przez całe życie wystarczy, że kiwne palcem a las samców pada mi do stóp. od przedszkola nikt mnie tak nie spostponował brakiem zainteresowania jak ci cholerni Argentyńczycy. wszyscy mają mnie w nosie!!! co się dzieje? czyżbym weszła w krowi placek?”. Tak krowim plackiem jest towarzystwo faceta.

Kobiety wszystkie odstawione w kreacje (żadnych spodni), sporo odkrytego ciała, rozpuszczone włosy, silne makijaże. Twarze przy stolikach maskowate, niemal żadnych rozmów z sąsiadkami, oczy wpatrzone w dal całkowicie poza zasięgiem ale wszystkowidzące i od czasu do czasu ku mojemu zaskoczeniu na 2 sekundy krzyżujące się w spojrzeniu. Twarze w tańcu w błogostanie, dłonie na plecach partnerów wykonują pieszczotliwe głaski w takt zmian w muzyce i ruchu.

Kobiet 2x więcej niż mężczyzn. Kobiety mają kilka prostych sposobów zwracania na siebie uwagi. Często wychodzą i wchodzą na chwilę dając okazję do kontaktu facetom, których nie widzą od własnego stolika. Sam miałem fatalne miejsce pozwalające mi ogladać damskie plecy a nieliczne twarze wyłącznie przez lornetkę (może warto nosić ze soba wskaźnik laserowy?) Ale Jedna Pani wylała colę na stolik i odskoczyła mi niemal na kolana szczebiocząc po hiszpańsku jakieś usprawiedliwienia. Niestety jako osobnik o niskim IQ zająłem się porządkowaniem skutków wylanego płynu, a nie Panią. Nie przejęła się tym i przed następna tandą zdjęła z oparcia sweterek i upuściła mi go pod nogi. Wówczas już zrozumiałem. Taniec poszedł mi zadowalajaco choć z pewnością zbyt chciałem tańczyć jak na tamtejsze obyczaje zamiast przemieszczać się w kisielu. Zwraca uwagę, że – inaczej niż w naszej Złotej Milondze – nikt na nikogo nie wpada i nie nadeptuje. Pierwszą panią bez trudu złowiłem wzrokiem w pierwszej minucie po przyjściu zwyczajnie rozglądając się żeby złapać orientację. Niestety w tej tandzie wypadłem na tróję – ja jeszcze bez zrozumienia gdzie jestem, a ona bardzo miła w kontakcie ale słabo prowadząca się (później mogłem to potwierdzić patrząc jak tańczy z innymi). Trzecią partnerkę miałem znakomitą (czekałem na nią ponad pięć tand) i świetnie mi poszło, a ona też chyba była zadowolona chociaż okropnym ograniczeniem jest niemożność komunikatywnego wrzeszczenia do siebie na początku każdego utworu – i tak nie ma jak tańczyć i trzeba czekać aż inni się wywrzeszczą i głupio tak zwyczajnie sie uśmiechać i sterczeć jak kołek (angielski we wszystkich trzech wypadkach nie działał). Na trzeciej przetańczonej i udanej tandzie na wszelki wypadek przerzuciłem się na zblazowane taksowanie tanczących par.

Refleksje dot. pożądanych kompetencji tangowych (na aktualnym etapie rozpoznania):

- faceci – dobrze jeśli są w starzy (lub przynajmniej niemłodzi) , dobrze robi też istotna tusza lub chociał workowaty brzuch doczepiony do tułowia, bardzo pewny siebie i lekko zblazowany wyraz twarzy, trzeba umieć kisielować w miejscu bez wpadania na innych i deptania partnerki.

- kobiety – sztuka spojrzeń i drobnych prowokacji, oczy wszędzie a pozornie obojetne wpatrzenie w dal, umiejętność miękkiego wklejania sie w partnera i miziania go po plecach (ale w granicach konwencji), cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość w rozpoznawaniu mikroruchów prowadzącego w kisielu.

Dziś wyspana Asia wyciągnęła mnie o 9.00 na śniadanie w Express The Coffe Store.

Nasi nauczyciele poprzesuwali nam wszystkie zajęcia a w wyniku tego powstały wzajemne kolizje i ja dziś nic nie mam. Zaraz jedziemy na lekcję indywidualną Joasi.

janusz

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 5 do “Pierwsza milonga w “El Beso””

  1. Ela G. mówi:

    Januszu, w Gdańsku Ruben miał wykład z cyklu “Sto pytań do…” o zwyczajach tangowych i podobno, jeśli przetańczysz z jedna kobietą więcej niż trzy tandy pod rząd to należy ona już do Ciebie więc dobrze rozważ wybór. Jeśli jednak zdecydowanie nie chciałbyś stać się “władcą” jakiejś damy bezpieczniej jest poprzestać na dwóch tandach. I jeszcze jedno, zaproszenie przez mężczyznę kobiety na kawę podobno oznacza zaproszenie do łóżka, a przyjęcie go oczywiście zgodę. (A może już to wiedzieliście?) Jak byście znaleźli gdzieś kompendium wiedzy o niepisanych zwyczajach i kodach na milongach w BA,(oczywiście w jakimś zrozumiałym języku) to polecam się życzliwej pamięci. Eg

  2. ania frr + dj 'o' mówi:

    Janusz, czytamy z zapartym tchem (po powrocie z czwartkowej milongi)! I czekamy na kolejne odcinki!

  3. ania frr + dj 'o' mówi:

    Janusz, czytamy z zapartym tchem (po powrocie z czwartkowej milongi) – i czekamy na następne odcinki!

  4. elosito mówi:

    Elu, Mateusz na swoim blogu opisuje ogólne zasady choć przyznam na tej jedynej milondze, na której tu dotąd byłem raczej te zasady nie występowały. Z pewnością będziemy mieć oko na te kulturowe drobiażdżki.

    Jeśli chodzi o trzy tandy to nie tańczyłem ich z tą ostatnią partnerką tylko łącznie z trzema więc przejęcie dziewczęcia “na własność” mi nie groziło ale i tak miałem kołnierzyk koszuli w szmince…
    j

  5. Zimki mówi:

    Najjaśniejsza Blogowatość!
    Blog jest fascynujący! Wpisuje się w wielką sarmacką tradycję hodoeporiconu (czyli relacji z podróży :) .
    Po jego plastyczności, a nawet smakowitej mięsistości znać również sarmacki sznyt.
    Dzięki temu czujemy sie niemal jakbyśmy byli tam z Wami.
    Z niecierpliwością oczekujemy na ciąg dalszy!
    Kisielowanie wpisujemy złotymi zgłoskami do naszego metajęzyka tangowego.
    Bawcie się dobrze i pamiętajcie o nas!
    K i R

Napisz odpowiedź