Pierwsza lekcja z Fernando Galera

By elosito

W sobotę wstaliśmy w słabej formie po nocnej milondze i niestety wody w kranach jak nie było wieczorem tak i rano. Z wiaderkiem do hydrantu na podwórku i tak dokonaliśmy niezbędne ablucje. Między jednym wiaderkiem a drugim Joasia w rozpaczy zadzwoniła do swojego kolegi – z organizacji biznesowej, w której jest zrzeszona – który to mieszka w Buenos. Chcieliśmy dowiedzieć się od kogoś “z zewnątrz” ale znającego miejscowe stosunki o co może chodzić z tą wodą (zaczęliśmy mieć podejrzenia, że Angel np. nie płaci komornego i mu tzn. nam odcinają media). Facet był tak miły, że po prostu przyjechał na miejsce wszedł do “piwnicy” i odkręcił zawór główny z wodą dla całego domu. Rodrigo (Roberto? – nie pamietam teraz imienia) uważa, że BsAs jest pełne cwaniaków i zawór mogli zakrecic hydraulicy, żeby ich wezwać w trybie nadzwyczajnym w weekend i żeby mogli wziąć grubą forsę za taki serwis. Nie wiadomo jednak na pewno kto i po co go zakręcił. Tak czy inaczej woda pojawiła się. I jesteśmy lśniący czystością!

Taxi na lekcję o 11.00 zaplanowaną z Fernando Galera. Facet ma swoją szkołę w pięknej części miasta blisko rzeki. Szerokie aleje, palmy, gigantyczne pomniki, imperialne gmaszyska, czysto. Pod drzwiami na ulicy czekała już grupa Japończyków. Po chwili przyszedł Fernando przepraszając za 2 min. spóźnienia (!). Nie wiadomo jak przejść z Japończykami przez drzwi. Oczywiście są tak grzeczni, że koniecznie chcą wszystkich przepuścić ale w porządku znanym tylko własnej kulturze (mieli do przepuszczenia Maestro Fernando ale młodego, faceta Europejczyka ale “starszego” czyli mnie, kobietę Europejkę w Europie czyli Asię, starego Japończyka, starą Japonkę no i żółtych młodziaków), a Polaków przecież – jak mawiali kiedyś Francuzi o polskich ułanach – tylko otwartymi drzwiami można zatrzymać w szarży. W rezultacie przeżyliśmy wielkie międzykulturowe czopowanie w drzwiach do domu i do windy waląc się łbami w pokłonach w ciasnej przestrzeni. Ostatecznie my z Maestro pojechaliśmy windą, a Japończycy wraz ze starszymi paniami poszli schodami – wygrali ten pojedynek na ukłony.

Sama szkoła jest w dużym mieszkaniu ale o ciepłym klimacie przyjaznego i zadbanego miejsca (zupełnie inaczej niż wszystko co dotychczas widzieliśmy tu skojarzone z tangiem).

Szkoła Fernando Galera Maja też sprzedaż damskich ciuchów. Szkoła Fernando GaleraPodłogi z malowanych płyt (sklejka?) a nie desek czy klepek – tak samo jak w Escuela Carlos Copello. Fernando okazał się kolejnym sympatycznym i profesjonalnym nauczycielem. Cierpliwy, dokładny i wspierający. Szło nam źle. Nie pamiętam żebym w ostatnim roku tak fatalnie prowadził, a Asia była napięta chyba jak nigdy. Mimo to mieliśmy pełną śmiechu (i ciężkiej pracy) atmosferę i sporo głasków. Znowu okazało się, że w praktyce mamy kaszankę w zakresie bazy. Pierwsza rzecz to wyraźne prowadzenie partnerki w każdym ruchu, a nie tańczenie z “podążającą” partnerką (niby to wiemy ale nikt jeszcze nie kazał mi robić przez 40 minut w kółko tych samych 4 kroków aż POPROWADZĘ). Po drugie wyraźne stawanie pełną rozluźnioną stopą i wyraziste stawianie partnerki (Joasia mogłaby lepiej opisać jak powinna stawiać stopę partnerka bo ona oczywiście nie pełną stopą. Jednocześnie nie można rzecz jasna zapominać o kisielu (o kisielu chyba muszę napisać więcej bo staje się tu tematem przewodnim dla prowadzącego). Joasina synteza z kolei była taka: “każdy krok tak, jakby świat miał sie skończyć”. 180 peso za nas dwoje. Wykupiliśmy trzy wspólne lekcje w przyszłym tygodniu ( w tym jedną z Vilmą) i pójdziemy do nich na dwie grupowe, a jeśli dalej będzie OK to w następnym tygodniu podobnie tylko, że bardziej oddzielnie (ja z Vilmą a Asia z Fernando). Polecił nam też milongi (jedne aby wiedzieć jakie są, a inne aby na nich ćwiczyć kisielowanie). Prócz tego ćwiczenia w domu. Jest sceptyczny wobec practik ale nie pojąłem dlaczego (może nie zmuszają do dyscypliny?).

Po wyjściu od Fernando pędem do “El Chino”. szkoła w której uczy Marcelo GuiterrezAsia bierze u niego sama lekcje. Jak słyszę to facet się nad nią po prostu znęca. Dziś między innymi kazał jej płynnie przenosić ciężar ciała z nogi na nogę licząc w myślach w w o o o l l l n n n o o o do dwudziestu! Zachęcam do prób nawet bez analizy(jego zdaniem koniecznej), które mięśnie wówczas napinasz, a które masz tylko “gotowe” (NIE zrelaksowane! bo będziesz zrelaksowany kiedy umrzesz a to jest tango, a nie trumna!). To jeden z aspektów kisielowatości.
Kiedy “Chińczyk” maltretował moją partnerkę ja popijałem kawę w lokalnej knajpce.0803_robocze_bsas-200.jpg Prowadzi ją starzec jakieś 130 cm wzrostu i jakieś 130 lat. Głuchy. Na całe szczęście nie znam hiszpańskiego i porozumiewałem się z nim na migi ale i tak kazał mi gestykulować głośniej.

Po lekcji u Marcelo Guiterrez’a kolejna wymiana zielonych na peso i uznaliśmy, że po wczorajszych i dzisiejszych cierpieniach należy nam sie fajny lunch. Po drodze wpadliśmy do domu żeby sprawdzić co z wodą po porannej interwencji Asinego kolegi. Przed domem, na ulicy Joanna nagle napadła jakiegoś obcego młodego faceta – z kolczykiem w uchu, żelem na głowie i teczką biurową pod pachą – przyparła go do muru i bez zwłoki – aby nie zdążył nakłamać – wrzeszczy do niego po hiszpańsku: “jesteś hydraulik! JEST WODA? wczoraj NIE WODA! rano NIE WODA! później WODA JEST!!! teraz WODA JEST?!?!” Facetowi mało nie wypadły na ziemię wytrzeszczone oczy. Ostatecznie okazało się, że WODA JEST! Później przy lunchu uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia jak Joasia z taką pewnością wpadła na to że facet jest hydraulikiem (naprawdę nie wyglądał). W odpowiedzi lekko odrzekła: “po prostu pachniał smarem i rurami jak każdy hydraulik” …

Przypomniałem sobie knajpkę, która wczoraj dobrze pachniała owocami morza gdy wracałem z zakupami. Bezpretensjonalne miejsce dla lokalnej klasy średniej. Dostaliśmy półmisek z pięcioma rodzajami ryb, cytrynowym ryżem, grillowanymi warzywami, sałata, trzy pasty/sosy do ryb (oliwa chili, pesto i pasta z czarnych oliwek), białe argentyńskie wino Ampakama Viognier 2007 z Casa Montes. Przynieśli nam nawet jakiś atlas ichtiologiczny żebyśmy wiedzieli co jemy ale poza łososiem (który mało smakował łososiem) niczego nie rozpoznaliśmy. Bardzo delikatne a jednocześnie smakowite. Wybitne miejsce. Trochę drogo ale będziemy tu wpadać.

0803_robocze_bsas-222.jpg

Później do domu. Postanowiliśmy dziś nie iśc na milongę. Drzemka, głupi angielskojęzyczny film w TV i koniec dnia. Jutro niedziela i jeszcze brak planów poza odrabianiem prac domowych z przenoszenia ciężaru ciała i stawania jak należy…

janusz

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 3 do “Pierwsza lekcja z Fernando Galera”

  1. Zimki mówi:

    Kochani,
    widzę, że Wasza tangowa edukacja nabiera niesamowitego tempa i kolorów, które budzą we mnie coraz większy żal, że
    nie mogliśmy pojechać z Wami. Ale… pomyślałam sobie za to, że może spróbowalibyście wybadać Fernando i Vilmę, czy nie byliby gotowi pojechać z nami do Rajgrodu (chyba 14-26 lipca). Jakub wydaje się jeszcze z nikim się nie umówił, więc może zgodziłby się na tę parę. Sądząc z filmów na youtubie i Waszych wrażeń, byłoby to świetne rozwiązanie dla całej naszej grupy. Mi przynajmniej ich styl odpowiada w 100%!Co o tym sądzicie?

  2. elosito mówi:

    Fernando spontanicznie mówił, że miał już kilka razy wybrać się do Polski ale jakoś nic z tego nie wyszło. My na pewno nie czujemy się na siłąch koordynować takiej sytuacji. To nie jest nasze zajęcie. Myślę, że możemy ich polecić jako niezwykle wprost profesjonalnych nauczycieli i bardzo komunikatywnych w angielskim. W drugą stronę moglibyśmy polecić Złotą Milongę i Jakuba jako wiarygodna i popularną w Polsce szkołę tanga ale to ostatnie na wyraźną deklarację Jakuba, że chce nawiązać kontakt z Fernando. Przecież my nie znamy planów i potencjalnych intencji Jakuba, czy kogokolwiek w Polsce (poza wami) odnośnie zapraszania Fernando czy kogokolwiek innego. Nie wiemy co odpowiedzieć na proste pytania “a na jakich warunkach?”, “a co prócz Rajgrodu?”, “a dla jak zaawansowanych potencjalnie grup?”…

  3. Blautango mówi:

    Ja probowalam kiedys ich zaprosic. Nie byli tani i nie byli skorzy do dawania specjalnych znizek dla Polakow. Ale teraz sytuacja na polskim rynku tangowym znacznie zblizyla sie do cen europejskich, wiec moze ich stawki beda do zaakceptowania…. W calej rozciaglosci popieram pomysl zaproszenia ich do nas – czy do Rajgrodu, czy na warsztaty. Ale – podobnie jak Janusz – nie podejmuje sie tego organizowac.
    Monika

Napisz odpowiedź