Dziś dwie milongi

Najpierw uwaga administracyjna: do większości poprzednich wpisów dodałem zdjęcia i tak już będzie dalej. Video nie przewiduję bo mam tu starego i za słabego ThinkPada.

Niedziela. Jak zwykle zaczęliśmy dzień od musli z jogurtem i własnej już kawy (kupiliśmy mały ekspres Elektroluxsa -80 peso - i mamy ustalone, że Angel zwróci nam za niego). Do mieszkania należy bardzo duży balkon, a na nim stoliki i krzesełka. Próbowaliśmy więc zjeść na świeżym powietrzu ale słońce wygoniło nas w jakieś trzy minuty (uczucie jakby ktoś przypiekał rozpalonym żelazkiem każde naświetlone miejsce). Kończyliśmy śniadanie w domu. Warto zaznaczyć, że mamy tu wczesną jesień i tylko jakieś 25 stopni C (w cieniu oczywiście), jednak kąt naświetlenia jest zabójczy.

Po śniadaniu ćwiczenia domowe z kisielowania i odpowiedniego prowadzenia i stawania partnerki i stawiania nóg. Po godzinie Joanna zapytała mnie czy jestem pewien, że MUSIMY to robić dalej, czy nie możemy tak jak przyzwoici Polacy spędzić reszty życia oglądając telenowele, jeść schabowe i chipsy, grillować w lecie smażąc boki na polskim łagodnym słońcu - krótko mówiąc czy mamy jakiś powód żeby się tak samobiczować zamiast szybko doprowadzić nasze mózgi do odpowiedniego stanu zapchania cholesterolem, dającego dozgonne poczucie szczęścia? Przyznam, że natychmiast byłem gotów pójść tym tropem porzucając moją partnerkę w pół kisielowatego “ocho” mówiąc sobie, że przecież każdy tańczy “swoje tango”, a moje może być przecież przy grillu. Niestety Joanna w ułamku chwili otrząsnęła się ze swojej słabości i zażądała ciągu dalszego. Koszmar.

Po odrobieniu lekcji domowej prysznic i nasza ulubiona już pizzeria Romario.
Romario

Pół pizzy z rucolą, suszonymi pomidorami z oliwy i serem, a drugie pół z innym serem i cebulą. Sałata z oliwą i balsamico, mała butelka miejscowego białego wina z lodu, dużo wody i czarna kawa.

Dalej postanowiliśmy zobaczyć kawałek starego śródmieścia BsAs i udać się na popołudniową milongę na świeżym powietrzu w Plaza Bohemia (Maipu 444) gdzie podobno jest więcej miejsca na parkiecie i przychodzi więcej starszych ludzi, którzy spokojnie tańczą. Postanowiliśmy jechać metrem. Dziesięcioprzejazdowy bilet kupiony w kiosku ze słodyczami kosztuje 18 peso dla jednej osoby. Metro jest dość stare i niezbyt czyste ale sprawia wrażenie bezpiecznego i nieźle zorganizowanego.

Wylądowaliśmy na Plaza de Maya.

Plaza de Maya

Trochę posiedzieliśmy przy fontannie, a Joasia pogadała sobie z młodymi Urugwajczykami. Potem spacer przez miasto - tu pełne “imperialnych” alei i gmachów. No i turystów.

0803_robocze_bsas-234.jpg

0803_robocze_bsas-231.jpg

Okazało się, że nasza milonga zaczyna się dopiero za pół godziny (o 18.00) i w ogóle nie jest na powietrzu tylko w sali przypominającej polskie gminne domy kultury z lat 70. a powietrze przesycone jest zatykającym wprost zapachem naftaliny.

Plaza Bohema

Czekając na początek milongi patrzyliśmy na jakąś prywatną lekcję (fatalnie prowadzoną naszym zdaniem) i wypiliśmy małego musującego Bruta. Zapach naftaliny - okazało się - pochodzi z pisuarów męskiej toalety, które wypełnione są kilogramami jakiś “naftalinowych” kulek (WC usytuowany właściwie w obrębie sali za przepierzeniem). Na ścianie męskiej toalety zabytkowy automat z prezerwatywami (podobny jest w El Beso), co wskazuje, że tańczenie tanga może mieć rozmaite odsłony.

Tu, jak i na pozostałych znanych nam milongach gospodarz (lub gospodyni) usadza przy stoliku wg zasad organizacji sali i własnego widzimisię (nowy zawsze dostaje fatalne miejsce - chyba, że jest Joanną solo, która z nieznanego mi powodu dostaje miejsca super). Otrzymaliśmy też “numerki” do losowania szampana (częsty zwyczaj). Plaza Bohemia ma szatnię (która jest też kasą) przed wejściem na prostokątną salę. Na przeciwko wejścia w jednym rzędzie siedzą faceci, a po prawej pary i też faceci (w trzech rzędach). Na lewym (krótkim) boku w trzech rzędach kobiety i podobnie (ale w jednym rzędzie) na ścianie długiej wejściowej - też kobiety. My dostaliśmy stolik narożny po prawej stronie na ścianie “męskiej” - przy kiblu. W zasadzie poza duszącym zapachem to bez znaczenia bo przez to czekanie staliśmy się PARĄ co oznacza, że żaden facet nie mógł poprosić Joanny, a żadna kobieta nie była gotowa spojrzeć w moją stronę i dać się poprosić . Oczywiście proszenie wyłącznie wzrokiem.

Plaza Bohema

DJ okazał się kolejnym “nieśmiertelnym” Argentyńczykiem - gdy wyszedł do toalety i długo nie wracał, a jego miejsce zajął dwa razy młodszy starzec, obawialiśmy się, że DJ właśnie umarł. Ale nie, później tańczył z werwą i z przerwami tylko na cortiny! Sala szybko zapełniła się ludźmi, a gdy zaczęli tańczyć od razu powstało nam w głowach pytanie: “ile lat potrzebujemy żeby się do nich zbliżyć? Zwłaszcza do tego wysokiego “Glancusia” w białych spodniach, granatowej marynarce i dwukolorowych lśniących butkach. Później uświadomiliśmy sobie, że Glancuś to ni mniej ni więcej Oscar Casas więc nam trochę ulżyło bo wiadomo, że ojciec Oscy’iego jest poza zasięgiem. Obawialiśmy się, że popsujemy efekty swoich ćwiczeń i zaczniemy tańczyć znowu ze starymi nawykami. Poszło nam jednak nieźle. Oboje mieliśmy wrażenie że jest nam wygodniej i przyjemniej niż dotąd (pierwsze lekcje i poranne tortury dały już efekt?). Faktem jest też, że nie było dużego tłoku na parkiecie (mają parkiet a nie płyty) tzn. nie większy tłok niż w “Złotej” w popularny wieczór. Z pewnością będziemy tam wracać dla poćwiczenia “w boju”. Po dwóch godzinach metro i do domu. Po drodze jeszcze zakupy spożywcze w małym niemal “delikatesowym” supermarkecie.

W domu na kolację zrobiłem jajecznicę na pomidorach i zielona herbatę. Mimo braku pieprzu smakowała nieźle.

Prysznic, zmiana ciuchów i do El Beso (Las Morochas) dla złapania klimatu (Asia jeszcze nie widziała) i ćwiczeń w sytuacji parkietu naprawdę tłocznego. Weszliśmy jako nieznani sobie ludzie. Asia dostała jeden z najlepszych stolików w pierwszym rzędzie. Mnie usadzono w najczarniejszym kącie najdalej od wejścia, w drugim rzędzie. Właściwie w oczy mogłem zajrzeć tylko kelnerce. Dodatkowo tym razem (inaczej niż w środę) było chyba więcej facetów. Joasia natychmiast została porwana i do końca wieczoru dużo tańczyła (choć też i trochę siedziała). Później okazało się, że jeden Norweg popsuł jej tandę bo kompletnie sobie nie radził i Joasia obawiała się, że nikt jej już nie poprosi (ale nie miała racji). Poznałem go poprzednio w El Beso - najniższy Norweg świata, który tańcząc - bez przesady - mógłby bez trudu ssać pierś każdej partnerki. Ja sądzę, że go to zwyczajnie rozprasza. Mnie by rozpraszało.

No i miłe spotkanie.  Patrzę a oczom nie wierzę -  Asia siedzi przy stoliku  ze znaną nam  ze Złotej Milongi  Ewą  F.

Ja miałem tylko dwie tandy (nie z Joasią) : jedną z Brazylijką, a drugą ze Szwajcarką. Szwajcarka świetnie tańczyła i podobnie jak ja nie mogła wyjść ze zdziwienia nad tutejszym obyczajem rozmawiania na parkiecie wrzaskiem przez pół każdego utworu. Następnym razem nie chcę stolika i będę operować z pozycji przy barze. Doświadczyłem honoru bycia potrąconym przez Tete szalejącego w przedziwnym układzie brzuchów z kobietą w zaawansowanej ciąży. Tete przeprosił MNIE. Będę długo pamiętał tę chwilę…

El Beso

W domu byliśmy o koło trzeciej. Niestety istnieje prawdopodobieństwo, że Joasia zaziębiła się od klimy dobrze schładzającej jej świetną miejscówkę. Jakieś leki na noc i spać.

Tagi: , , , , , , , ,

Napisz odpowiedź