Leniuchowanie
19 marca - środa. To z założenia dzień leniuchowania dla mnie i Joanny (Aldona i Arnaud jak zwykle 4 albo 6 godzin lekcji). Rano zjedliśmy wszyscy śniadanie w The Coffee Store. Dość niesamowite jak personel w większości miejsc w Buenos chodzi w prawo i w lewo bezradnie popatrując wzajemnie na siebie i klientów, ledwie radząc sobie z obsługą. Oczywiście nie ma sensu się złościć bo oni są mili i starają się, tyle tylko, że naprawdę, naprawdę nieporadnie. Wiele dorosłych osób ma też zabawnie dziecięco-labilny tryb kontaktu. Ktoś rozmawia z tobą na jakiś ważny temat (np. próbujecie się umówić na spotkanie), aż tu nagle przechodzi ktoś znajomy, z którym trzeba wymienić cmoka w policzek i możesz zostać zapomniany z tym umawianiem się już na zawsze, bo ten nowy kontakt angażuje bez reszty (oczywiście angażuje do czasu kiedy twój dawny inerlokutor nie dostanie sms-a, który przekieruje jego uwagę w jeszcze inną stronę…).
Aldona z Arnoud na zajęcia, a my z Wojtkiem w ramach leniuchowania do pobliskiego muzeum sztuki współczesnej - Malba (www.malba.org.ar)
Muzeum zostało założone przez prywatną osobę i ma niezbyt wielką kolekcję - ale moim zdaniem niezwykle komunikatywnie dobraną. Niejako “w pigułce” stałą wystawę 20 wiecznej sztuki latynoamerykańskiej. Oprócz tego wystawy czasowe (goszczą tam również czasem polskich twórców). Niestety niczego nie można fotografować (ale brak odpowiednich oznakowań). Zamieszczam tu jedyne moje nielegalne zdjęcie wykonane zanim poinformowano mnie o zakazie.
Wycieczka do Malby okazała się nadspodziewanie przyjemna zarówno rodzinnie jak i intelektualnie za co specjalne podziękowania naszemu synowi - inicjatorowi przedsięwzięcia.
Później pizza w ulubionym Romario. Tu jest znakomita obsługa. Pod koniec lunchu zaczęliśmy czuć, że coś “się dzieje”. Trudno było wstać od stolika, nogi coś ciężkie (nie piliśmy wina więc tym bardziej dziwne). Po drodze do domu zakupy spożywcze w małym supermarkecie. Przy okazji zobaczyliśmy jak fajnie przygotowują na miejscu ananasa. Wybierasz sobie ananasa (my na węch). Dajesz go pani w białym fartuszku, a ona wielkim nożem obcina go z obu stron, a następnie wkłada do sporego urządzenia (wielkość średniego telewizora), robi puufff, i podaje ci przepiekny ananasowy walec ze śladami poplastrowania i otworem w środku (czyli dostajesz bardzo grubościenną rurę pociętą w plastry). Nieczęsto jem świeże ananasy więc trudno mi o porównania ale powiem, że ten okazał się aromatyczny i smakowity jak rzadko. Odkryliśmy też za 1/3 ceny warszawskiej wyśmienite lody Haagen-Dazs. Jeśli Kasiu Z. to przeczytasz to wiem, że ślinka ci nabiegnie. I słusznie. Jak zwykle wyjątkowe. Gdy wracaliśmy z zakupami (w pośpiechu z powodu lodów - przypominam, że tu wciąż niemal 30 st.C) znowu poczuliśmy, że “coś się dzieje”. W domu rozpakowaliśmy zakupy i każde z nas gdzieś na chwilę sobie przysiadło dla odpoczynku i … po godzinie obudził nas podzwrotnikowy sztorm. Pamiętam tylko raz w życiu taki spadek ciśnienia. Gdy przed laty kanadyjkowałem po Czarnej Hańczy, zanosiło się na burzę, a ponieważ Wojtek był wówczas dzieckiem postanowiłem zatrzymać się i rozłożyć namiot. Obaj usnęliśmy w środku dnia w ubraniach i kaloszach podczas robienia kanapek na obiad. Tu w Buenos, Joanna sennym głosem spytała się mnie: “czy nie niepokoi cię ten wiatr?”. Wystawione na ulicę worki pełne śmieci latały na wysokość pierwszego pietra, a drzewa wyglądały jakby były z gumy ciągniętej w każdą stronę na raz przez zastępy szalonych duchów. “Nie” - odpowiedziałem sennie i rymsnąłem na bok na kanapę. Obudziliśmy się gdy był już czas zbierać się na milongę do El Beso i tylko lało. Na taksówki czekaliśmy po raz pierwszy w Buenos chyba z 10 minut. Najpierw pojechały “dziewczyny” - przecież i tak musieliśmy udawać, że nie jesteśmy razem. Później my we trzech (Wojtek chciał zobaczyć jak wygląda tradycyjna milonga). Na miejscu okazało sie, że znowu dostały jeden z najlepszych stolików - pierwszy rząd w środku linii (widoczne na zdjęciu wystawione zalotnie nogi należą do Aldony siedzącej po prawej ręce Joanny).
My jak zwykle wylądowaliśmy w najczarniejszym męskim kącie. Musiałem “polować” z pozycji baru (zatłoczonego przez innych nieszczęśników ale w większości miejscowych). Arnaud trochę z uporu, a trochę jak myślę ze zrezygnowania polował od stolika - bezskutecznie (wyłączając nasze panie, które łaskawie z nami tańczyły czasem). Mnie udało się zatańczyć z jakąś Włoszką i Słowaczką. Dla Argentynek jak zwykle byłem przeźroczysty (tylko jedna - za co jej byłem wdzięczny - nie zignorowała mnie tylko subtelnym ruchem oczu i drgnieniem głowy (tak aby nie nastrzelać mi obciachu) odmówiła. Gdyby ktoś się pytał to mam dość argentyńskich milong. Na zdjęciu - tańczymy z Asią.
janusz
Tagi: Ameryka Południowa, Argentyna, Buenos Aires, El Beso, Malba, milonga, sztuka latynoska, taniec




marzec 21, 2008 @ 6:51 przed południem
Trudne milongowe kwestie. Z odległości nie wszystko jest dla mnie jasne. Prosze badacza o wyjaśnienie: czy cudzoziemki mają w El Beso własny rząd stolików, a Argentynki -wlasny? To się nie miesza? Zaklęte rewiry? Czyli wszyscy faceci gapią się w jednym kierunku? Czyli - idąc dalej - skierowanie wzroku w stronę cudzoziemek (”jakiejś Włoszki, Słowaczki”
oznacza od razu obniżenie lotów, by nie powiedzieć - porażkę? A tam co - nikt nie umie tańczyć? Źaden Argentyńczyk nie podejdzie?
Janusz, nie skladaj broni. Walcz jak przodkowie nasi. Joasiu - dla pełnego obrazu konieczna jest Twoja źeńska relacja. Komplementy dla Aldony. Aniawr
marzec 21, 2008 @ 2:27 pm
Dodatkowe wyjaśnienie do struktury sali na milondze w El Beso (ale także w Plaza Bohema). Większość stałych i uznanych przez gospodarza bywalców i bywalczyń ma “swoje” miejsca. Podobnie jak u nas w Złotej Milondze - gdzie co prawda nie gospodarz je przydziela ale tak jakoś nam samo wychodzi. Tu są to jednocześnie miejsca najlepsze. Chyba nie do pomyślenia byłoby żeby facet nawet dobrze tańczący został posadzony na “grzędzie satyrów” (moja prywatna nazwa dla krótkiej ściany w El Beso zaraz przy wejściu) sam nie będąc Tete albo kimś takim. Czasem tak się zdarza, że ktoś z zewnątrz jest sadzany na równie eksponowanych miejscach (choć nie tych zwyczajowo “zarezerwowanych”). Regularnie na takich miejscach ląduje Joanna a teraz Joanna z Aldoną. Mają też nasze koleżanki wielkie wzięcie bo te miejsca nie tylko oznaczają dobrą widoczność ale też “nobilitują” - jesteś widać KIMŚ jeśli tu siedzisz (choć Joasia twierdzi , że przesadzam). Wracając do Argentynek - cudzoziemki do pewnego stopnia są przemieszane z Argentynkami (choć nie jest to zwykłą normą moim zdaniem) ale zazwyczaj na pierwszy rzut oka widzisz różnicę - noszenie głowy, obojętność, wyważone i kisielowate ruchy, skupiony wyraz twarzy, nieco inny ubiór. Oczywiście moją ambicją (OK - niską być może ambicją) jest skupianie się właśnie na Argentynkach (o ile je rozpoznaję jak należy). Ale zazwyczaj jestem maksymalnie otwarty na KAŻDE przychylne spojrzenie. Ostatecznie z kim tańczysz okazuje się po pierwszym kawałku tandy, kiedy musisz nawiązać konwersację - na przykład jesli na moje “niestety nie mowie po hiszpansku” ktos odpowiada: “zaden problem, ja tez nie. jestem z Włoch. nie rozumiem o czym oni wciaz tyle gadają. spróbujmy zatańczyć…”
j.
marzec 21, 2008 @ 2:55 pm
Aniu, moim zdaniem mamy z Aldona po prostu troche szczescia z tymi miejscami. Sadze, ze to dlatego, ze staram sie nawiazac dobry kontakt z Pania zarzadzajaca sala. Czy nasze miejsca nobilituja? Bardzo watpie, zwlaszcza, ze taniec (moj) szybko pokazuje, co potrafie, a potrafie jednak niewiele. Jesli w tym usadzaniu jest jakis zamysl ogolny, to moja fantazja podpowiada mi, ze, zarzadzajacy sala dbaja o lokalnych mezczyzn oraz o to, zeby anonimowi przybysze nie ograniczali ich dostepu do swoich i “swiezych” partnerek. Chociaz teraz, kiedy to napisalam, juz watpie, zeby taki przebiegly plan istnial naprawde. Caluje, j
marzec 21, 2008 @ 3:42 pm
No dobrze, Argentynki nie tańczą z cudzoziemcami, o ile nie jest to akutat pierwsza twarz, czy raczej stopa tangowa starej Europki (lub o ile wyeksponowane miejsce nie wskazuje, że może to być jakaś tangowa jaśnie wysokość incognito). Co mogę powiedzieć Januszu i Arnaud? Tylko my, Wasze partnerki, wiemy, ile tracą!
Natomiast Aldona i Joasia mają wielkie wzięcie. I ja bym chciała naturalnie więcej o tym wzięciu. Z kim tańczą? Czy więcej z Argentyńczykami czy z przyjezdnymi? I jak im jest w tym tańcu? I jaki jest ich punkt widzenia na to całe milongowe theatrum?
A tak w ogóle gratuluję Wam tego dnia leniuchowania, pięknoduchowania i obcowania ze sztuką - z kulminacją w postaci Haagen Dazsów ma się rozumieć!
Wytrawni ich zjadacze uważają, że Vanilla Pecan nie ma konkurencji!
Z uściskami i mocą dobrych życzeń na Święta!
k (i r)
PS Niech Ci się ziszczą, Januszu, buty tangowe malinowe i brązowe z wężową skórką, za którymi nie nadąża moja uboga wyobraźnia.
marzec 21, 2008 @ 7:21 pm
No dobrze, Argentynki nie tańczą z cudzoziemcami, o ile nie jest to akutat pierwsza twarz, czy raczej stopa tangowa starej Europki (lub o ile wyeksponowane miejsce nie wskazuje, że może to być jakaś tangowa jaśnie wysokość incognito). Co mogę powiedzieć Januszu i Arnaud? Tylko my, Wasze partnerki, wiemy, ile tracą!
Natomiast Aldona i Joasia mają wielkie wzięcie. I ja bym chciała naturalnie więcej o tym wzięciu. Z kim tańczą? Czy więcej z Argentyńczykami czy z przyjezdnymi? I jak im jest w tym tańcu? I jaki jest ich punkt widzenia na to całe milongowe theatrum?
A tak w ogóle gratuluję Wam tego dnia leniuchowania, pięknoduchowania i obcowania ze sztuką - z kulminacją w postaci Haagen Dazsów ma się rozumieć!
Wytrawni ich zjadacze uważają, że Vanilla Pecan nie ma konkurencji!
Z uściskami i mocą dobrych życzeń na Święta!
k (i r)
PS Niech Ci się ziszczą, Januszu, buty tangowe malinowo-brązowe z wężową skórką, za którymi nie nadąża moja uboga wyobraźnia.
marzec 22, 2008 @ 9:19 przed południem
Ja też bym chciała więcej o tym wzięciu! z kim tańczycie, Asiu, Aldono? miejscowi to czy turyści? Jak tańczą? prosimy o szczegóły!
A do tańca z Tobą, Januszu, bardzo już się stęskniłam!
Właśnie, a jaki jest harmonogram powrotów?
Ucałowania dla wszystkich
a
marzec 22, 2008 @ 3:22 pm
Dzien dobry! Caluje i sciskam swiatecznie. My tutaj w ramach przygotowan do swietowania nabylismy do tej pory jeno kilka czekoladowych jaj…
Co do powodzenia - nie bardzo wiem o co chodzi. Najwiecej tancze na tzw. milongach tradycyjnych, gdzie podzial rol, reguly zachowania sa czytelne. Wchodze, zajmuje niezle miejsce, staram sie wygladac na tyle dobrze, na ile mi pozwala wyposazenie genetyczne oraz wiek :-), a potem siedze sobie i krece powoli glowka to w jedna to w druga strona, przesuwajac oczy po twarzach facetow. No i pojawiaja sie zaproszenia czyli skiniecia itp. Tancze z dosc zaawansowanymi wiekowo partnerami (srednia 50-60), chyba rownie czesto z Portenos, co z przyjezdnymi. Do wczoraj tanczylo mi sie fatalnie, poza nielicznymi wyjatkami. Mysle, za kisielowanie, trema oraz dekonstrukcja wszystkiego, co we mnie taneczne, sprawialy, ze ledwo utrzymywalam sie na nogach. Wczoraj tanczylo mi sie nadzwyczaj dobrze, choc przygod z niepojsciem za partnerem w trakcie kazdego tanca mialam kilka, z tym, ze pojawiala sie tez …plynna przyjemnosc. Kilku partnerow do mnie wracalo, wiec uznalam, ze cos sobie z tego tanca tez biora. Czy tancza inaczej? Ano zupelnie inaczej. Liczy sie urok prostych krokow oraz plyniecie W PARZE z muzyka, a nie figury. Nawet, jak jest miejsce na sali, nikt praktycznie nie robi figur, wymachow i takich tam. Zdarzaja sie tu nadzwyczajni rycerze tanga, kiedy ich za cos (np. przeklucie stopy obcasem) przepraszalam, z taka serdecznoscia mowili mi cieple rzeczy i zabraniali przepraszac, ze mialam ochote ich juz tylko wysciskac. Czy juz wszystko jasne ??? Elosito z Mlodym wracaja 25/03, a ja 31/03. Caluje jeszcze raz na Swieta i dlugo po, joasia
marzec 22, 2008 @ 7:32 pm
Dziękuję! Nareszcie szczegóły! z pewnością jeszcze nie wszystko jasne, ale ciut jaśniejsze… I baardzo ciekawe
Życzę Ci jak najwięcej …płynnej przyjemności (w dowolnej postaci, dla mnie np w tej chwili to whisky ;-))
na Święta i po Świętach oczywiście
ucalowania
marzec 23, 2008 @ 11:37 pm
Joanno Argentyńska. Skoro, już niedługo Elosito zamilknie, ale Ty podejmij sztandar i pisz dalej. Podążająca część czytelników jest tym bardzo, bardzo zainteresowana.
Ściskamy świątecznie
Ania Wrr