Mniej siły i wolniej

By elosito

20 marca – czwartek.

Śniadanie zjedliśmy w domu. Nagle, przy drugiej kawie zorientowaliśmy się, że to już czas pędzić na grupową lekcję do Fernando i Vilmy. Jak zwykle w takich wypadkach Joasia uwiodła kierowcę swoim hiszpańskim, gotowością do bycia poprawianą w zakresie gramatyki i tym, że jedzie na lekcje i “profesoro” będzie niezadowolony jak się spóźni. Staruszek taksówkarz pobił rekord czasu przejazdu z Ruggieri na Sarmiento (zamiast 20-25 min zajęło mu to 10!).

Podczas lekcji słyszeliśmy głównie, że jesteśmy zbyt silni i zanadto się śpieszymy. W którymś momencie Fernando, którego treningowo prowadziłem do jakieś figury wezwał na pomoc Vilmę krzycząc żeby go ratowała bo “Janus shake me, he shake me!” i przezabawnie wpadł w totalny dygot.

Po lekcji byliśmy umówieni z A&A na lunch (oni akurat skończyli pierwszą tego dnia część zajęć w DNI). Trafiliśmy do tangowo-turystycznej restauracji na Suipacha 425 (Almacen?) – dwa “kwadraty” od tych licznych tangowych sklepów na Suipacha. Po prostu przyjemny lunch za umiarkowane pieniądze i tyle.

0803_robocze_bsas-543.jpg

Po lunchu A&A do DNI, a my do Fernando i Vilmy na lekcję indywidualną. Zajmowaliśmy się jak zwykle prowadzeniem ale tym razem na przykładzie gancho. Niczego dotąd tak bardzo Fernando nie skrytykował jak moje gancho. Z kolei mnie – jak dotąd – nic tak bardzo nie szło jak proponowane przez niego gancho. Asi też sprawiało kłopot dać się do niego poprowadzić. Znowu pojawił się u naszych nauczycieli tekst dnia: “mniej siły i wolniej”, a chwilami okrzyki “boję się! co oni robią! kamikadze! O! uciekajmy bo nam zrobią krzywdę!”. Jeszcze powtórkowo zarejestrowaliśmy na video parę rzeczy, których dotychczas nas uczyli i łza w oku się zakręciła bo to ostatnie nasze spotkanie z Vilmą (jutro zajęcia z samym Fernando, później ja już odlatuję, a we wtorek Joasia ma jeszcze z Vilmą ale już sama). Dość mocno się wyściskaliśmy i znowu wtulona Vilma szepnęła mi na ucho “mniej siły i wolniej”… . Och, ciężko jakoś tak rozstawać się z nimi choć mam nadzieję, że nie na zawsze. Okazali się cudownymi ludźmi i znakomitymi – wymagającymi ale i wspierającymi – nauczycielami. Przed odlotem z Buenos obiecuję sobie zrobić konkretne podsumowanie ich przekazu bo wiem, że w pędzącym “za mocno i za szybko” życiu zbyt wiele ucieknie zanim się obejrzymy.

Kolejny raz taxi po odbiór licznych zamówionych tangowych spodni. Wreszcie są kompletne. Trochę zabawnie w nich wyglądam. Myślę, że nasi przyjaciele będą wyglądać mniej śmiesznie bo są przecież szczuplejsi, a spodnie szerokie niewyobrażalnie i z milionem zaszewek. Teraz żałuję, że nie wziąłem dla siebie jednej pary w pionowe pasy zamiast czarnych.

Wieczorem z A&A na sushi. W okolicy jest wiele sushi barów. Bardzo, bardzo świeże ale nic specjalnego ponadto.

0803_robocze_bsas-548.jpg

Po kolacji Joanna z Aldoną i Wojtkiem wybrały się na milongę z muzyką na żywo do La Viruta (Armenia 1366). My z Anaud postanowiliśmy “mniej siły i wolniej” – zostaliśmy w domach. W końcu okazało się, że słusznie bo to milonga gdzie przychodzą ludzie tańczyć tango bez “zasad” i umiejętności. Krótko mówiąc bałagan i tyle.

0803_robocze_bsas-558.jpg

Wracając, rozczarowani postanowili wpaść gdzieś na drinka “strzemiennego”. Jedyne miejsce, które znaleźli okazało się być nocną … lodziarnią.

0803_robocze_bsas-562.jpg

Janusz

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Napisz odpowiedź